Katarzyna Zalewska
Streszczenie:
Dlaczego tak trudno przestać wyręczać dziecko?
Większość rodziców wie, że dziecko powinno uczyć się samodzielności.
A jednak wielu z nas regularnie robi za nie rzeczy, które mogłoby wykonać samo.
Dlaczego tak się dzieje?
Czy chodzi wyłącznie o troskę?
A może za wyręczaniem kryje się coś więcej – lęk, poczucie odpowiedzialności lub własne doświadczenia z dzieciństwa?
Czasem warto spojrzeć głębiej
Czy zdarza Ci się poprawiać po dziecku rzeczy, które mogłoby zrobić samodzielnie?
Założyć kurtkę, bo będzie szybciej.
Odpowiedzieć za nie, gdy się zawaha.
Rozwiązać problem, zanim zdąży poszukać własnego rozwiązania.
Większość rodziców robi to niemal codziennie.
Zwykle tłumaczymy to troską, brakiem czasu albo chęcią pomocy. Rzadziej zastanawiamy się, dlaczego tak trudno jest nam po prostu usiąść obok i pozwolić dziecku próbować.
A odpowiedź może być zaskakująca.
Bo wyręczanie dzieci często mówi więcej o emocjach rodzica niż o możliwościach samego dziecka.
W tym artykule przyjrzymy się temu, co dzieje się w nas, gdy obserwujemy dziecięce błędy, frustrację i niepewność. Zrozumienie tych mechanizmów pozwala spojrzeć na własne rodzicielstwo z większą łagodnością i świadomością.
Czasem pomagamy dziecku nie dlatego, że ono tego potrzebuje. Pomagamy dlatego, że trudno nam patrzeć na jego trudność.
Dziecko nie musi zawsze czuć się komfortowo, aby rozwijać się prawidłowo. Czasami to rodzic potrzebuje nauczyć się wytrzymywać jego dyskomfort.
Dlaczego wyręczamy dzieci, choć wiemy, że nie zawsze warto?
Większość rodziców nie wyręcza dzieci z braku zaufania do nich.
Robi to dlatego, że chce pomóc.
Chce oszczędzić dziecku wysiłku.
Chce uniknąć konfliktu.
Chce, żeby było mu łatwiej.
To naturalne.
Problem polega na tym, że czasami działamy automatycznie, nie zastanawiając się, czy pomoc jest w danym momencie naprawdę potrzebna.
Co dzieje się w rodzicu, gdy dziecko sobie nie radzi?
Kiedy dziecko przeżywa frustrację, rodzic często również odczuwa napięcie.
Trudno patrzeć na jego bezradność.
Trudno słuchać złości.
Trudno wytrzymać łzy.
Dlatego pojawia się pokusa, by szybko rozwiązać problem.
Nie zawsze po to, aby ulżyć dziecku.
Czasem po to, aby ulżyć samemu sobie.
Jak nasze dzieciństwo wpływa na sposób pomagania?
Każdy rodzic wnosi do relacji własną historię.
Jeśli w dzieciństwie brakowało nam wsparcia, możemy mieć silną potrzebę pomagania.
Jeśli byliśmy często oceniani, możemy chcieć chronić dziecko przed każdą porażką.
Jeśli musieliśmy radzić sobie sami, możemy zrobić wszystko, by nasze dziecko nie doświadczało podobnych trudności.
Nie ma w tym nic złego.
Warto jednak zauważyć, kiedy nasze dawne doświadczenia zaczynają kierować obecnymi decyzjami.
Dlaczego tak trudno odpuścić kontrolę?
Wyręczanie często daje poczucie bezpieczeństwa.
Kiedy przejmujemy zadanie, wiemy, że zostanie wykonane.
Nie będzie błędów.
Nie będzie chaosu.
Nie będzie ryzyka.
Oddanie odpowiedzialności dziecku oznacza zgodę na niepewność.
A niepewność dla wielu rodziców jest trudniejsza niż ciągłe pomaganie.
Czy można wspierać dziecko bez przejmowania odpowiedzialności?
Wsparcie nie musi oznaczać wyręczania.
Można być obok.
Słuchać.
Podpowiadać.
Towarzyszyć.
Nie trzeba natomiast rozwiązywać każdego problemu.
Czasami największym wyzwaniem rodzica jest nie nauczenie dziecka samodzielności.
Największym wyzwaniem jest poradzenie sobie z własnym lękiem, gdy dziecko tej samodzielności właśnie się uczy.
Wyręczanie dzieci bardzo często mówi więcej o emocjach rodzica niż o możliwościach dziecka.
Za pomocą może kryć się troska.
Ale może kryć się także lęk, napięcie i potrzeba kontroli.
Dlatego pytanie nie brzmi wyłącznie:
„Czy pomagam dziecku za bardzo?”
Być może ważniejsze jest:
„Co dzieje się we mnie, gdy przestaję pomagać?”